W zeszłą sobotę spotkaliśmy się z geodetą żeby obejrzeć wspólnie naszą działkę. Facet przyjechał z aktualną mapą i od razu sprawdził granice zaznaczając je przy okazji różowym sprejem.
Okazało się, że kamienie graniczne, które były wyznaczone ponad 10 lat temu w dalszym ciągu wyznaczają aktualne wymiary działki. Trochę się tego obawialiśmy, bo w międzyczasie gmina zabrała nam kawałek ziemi na drogę - w rzeczywistości droga asfaltowa zostanie wykonana do 2018 roku i jej szerokość będzie taka, jak obecnej drogi piaskowej.
Okazało się, że kamienie graniczne, które były wyznaczone ponad 10 lat temu w dalszym ciągu wyznaczają aktualne wymiary działki. Trochę się tego obawialiśmy, bo w międzyczasie gmina zabrała nam kawałek ziemi na drogę - w rzeczywistości droga asfaltowa zostanie wykonana do 2018 roku i jej szerokość będzie taka, jak obecnej drogi piaskowej.
Obecna droga (po lewej stronie widać trochę nasz różowy znacznik :))
Jeden z kamieni granicznych
Możemy więc już na własne oczy zobaczyć odkąd dokąd sięga nasza działka!
Kolejnym krokiem było pojawienie się w gminie jako właściciele działki (od podpisania aktu notarialnego mieliśmy na to dwa tygodnie). Przy okazji złożyliśmy wniosek o wypis i wyrys z miejskiego planu zagospodarowania przestrzennego. Będzie to potrzebne do uzyskania pozwolenia na budowę. Dotychczas korzystałam z planu zamieszczonego w internecie i dołączonej do niego mapy. Na dokumenty mamy czekać do miesiąca czasu - otrzymamy telefon z informacją, czy już są gotowe do odebrania.
Załatwianie spraw w Urzędzie Gminy zajęło nam ok. 15 minut (przyjechaliśmy od razu na godzinę otwarcia), więc całkiem nieźle :) Dla porównania - załatwianie spraw w Urzędzie w Poznaniu to przynajmniej godzina przy dobrych wiatrach!
***
Wczoraj dokonaliśmy też oględzin działki razem z arborystą i ustaliliśmy warunki "czyszczenia" działki. Ostatni raz było to robione w 2007 roku, wiedzieliśmy więc, że większość drzew nie ma 10 lat, ale przy ostatniej wizycie na działce doszliśmy do wniosku, że dwa z nich mogły się gdzieś uchować i wyglądają na trochę starsze. Całe szczęście okazało się, że są to drzewa owocowe.
Wychodzi więc na to, że mamy u siebie same "owocówki" i z trzy topole, które na pewno nie mają 10 lat.
Według prawa na wycinanie drzew owocowych i takich, które są młodsze niż 10 lat nie potrzeba specjalnego pozwolenia. Mamy więc wolną rękę jeśli chodzi o doprowadzenie naszej działki do stanu, w którym będziemy mogli wjeżdżać z koparką, by postawić płytę fundamentową.
W tym tygodniu rozjaśni się też trochę sprawa z projektem domu. Ale o tym w postach kolejnych.
I na dobranoc pole za naszym przyszłym domkiem :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz