Odkąd tylko pamiętam docelowo chciałam mieć swój własny, piękny, wymarzony dom. Najlepiej gdyby był budowany przeze mnie i Męża, ale dopuszczałam opcję kupna. Jak widać, ku mojej ogromnej radości, udało się pójść w stronę budowy i małymi kroczkami realizować marzenia, ale prawda jest taka, że w tych marzeniach dom był ogólnie domem. Nigdy nie wchodziłam w szczegóły np. ile ma być pokoi, jaka kuchnia, czy będzie pralnia itd. Dopiero parę lat temu zaczęłam się zastanawiać jak chciałabym żeby nasz dom był zaplanowany, ale tu z kolei były to myśli nie-mężatki, młodej studentki z perspektywą przynajmniej paru lat tylko z przyszłym Mężem. Kiedy więc przyszło co do czego, musieliśmy planować od zera i na potrzeby większej niż dwuosobowej rodziny :)
Zaczęliśmy od określenia tego, co "musi być" i ruszyliśmy z poszukiwaniami projektu gotowego. Generalnie okazało się to nie tak łatwe jak wydawało się na samym początku. Nasza działka jest wąska i długa, co oznacza, że z szerokości działki musimy jeszcze odjąć 3-4m (w zależności od okien w ścianach) od granic żeby nasz dom stał zgodnie z prawem :) Szczerze mówiąc, projektów na takie wąskie działki jest naprawdę mało, ale postanowiliśmy przejrzeć wszelkie opcje.
Przeszliśmy przez projekty domów parterowych, z piętrem i z poddaszem użytkowym. W końcu udało się znaleźć taki, który prawie odpowiadał naszym wymaganiom.
Pojawiło się więc pytanie - kupujemy i adaptujemy, czy szukamy architekta i robimy od nowa na podstawie projektu, który się nam podoba, ale dodatkowo z naszymi poprawkami?
Na decyzję wpłynęły głównie trzy fakty:
- Architekci, na których trafialiśmy, cenili się baaardzo wysoko i koszt kupna i adaptacji projektu nas przerażał.
- Stwierdziliśmy, że skoro już budujemy dom na całe życie, to taki, który będzie zaplanowany jak sobie wymarzyliśmy/jak potrzebujemy, a nie taki, do którego będziemy musieli się dopasować.
- Znalazłam osobę, która wykonała nasz projekt od zera na podstawie wybranego projektu i z naszymi poprawkami. Co więcej, jej wiedza i doświadczenie okazały się nieocenione przy wyborze technologii budowy domu, planowaniu projektu, załatwianiu papierów i wielu wielu innych sprawach. Jednym słowem znaleźliśmy się prawie u Pana Boga za piecem ;)
Mieliśmy już projekt-wzór, znaleźliśmy osobę, która nam marzenia przerysuje na projekt. Musieliśmy się porządnie przygotować do dyskusji na temat projektu, żeby jak najlepiej i najbardziej szczegółowo przekazać naszą wizję. Ustaliliśmy więc nasze wymagania "nie do ruszenia":
- otwarty, duży salon połączony z jadalnią (jako, że mamy ogromną rodzinę, a planujemy ich czasem do siebie zapraszać, chcieliśmy żeby wszyscy mieścili się bez problemu),
- osobny pokój do pracy/pokój gościnny - może być w jednym,
- kotłownia/pomieszczenie gospodarcze/pralnia - może być w jednym,
- garaż na jeden samochód,
- pokój dla Kubusia i planowanego Malucha :),
- kominek,
- garderoba.
I takim sposobem powstał projekt domku, który będzie miał parter i poddasze użytkowe.
PARTER
Na dole znajdzie się: wiatrołap, kuchnia, jadalnia, salon z kominkiem i wyjściem na taras, gabinet/pokój gościnny, korytarz, łazienka i garaż.
Bardzo podoba mi się to, że będzie można przejść bezpośrednio z garażu do domu. Większość swojego życia latałam po schodach na 4 piętro z ciężkimi tobołami z parkingu obok bloku - czy to deszcz czy śnieg czy upał :) Z małym dzieckiem doceniłam to jeszcze bardziej, kiedy sama tachałam do mieszkania wózek, Małego, jego torby, swoją torebkę i nierzadko zakupy.
Łazienka - tutaj będzie mniejsza, koniecznie z prysznicem. To było dla nas ważne, bo po pierwsze, Jurek często wyjeżdża wcześnie rano w delegacje i niekoniecznie zwraca uwagę na to czy opryska całą łazienkę biorąc prysznic w wannie ;P, po drugie, zakładamy, że będziemy też gościć dziadków u siebie, a dla starszych ludzi nie zawsze wskakiwanie do wanny jest super bezpieczne ;)
Myślę, że o spiżarce nie muszę już nic mówić :) Jest! Blisko kuchni i wcale nie taka mała... już się nie mogę doczekać kiedy będzie miejsce na przechowywanie przetworów :)
Kuchnia podoba mi się chyba najbardziej... jest prawie w 100% tak zaplanowana jak chciałam, ale o szczegółowym zagospodarowaniu i urządzaniu kuchni jeszcze będzie.
O kominku marzyliśmy oboje od zawsze. Wiedzieliśmy, że bez niego nie ma opcji! Trochę było problemu z ustawieniem go ze względu na komin (albo wchodziłby do garderoby, albo dziwnie wyglądałby na dole...), ale na szczęście udało się znaleźć rozwiązanie idealne :) Kominek skierowany w stronę salonu - już oczami wyobraźni widzę jak siedzimy na kanapie, a obok wesoło trzaska ogień :)
Dyskutowaliśmy na temat balkonów na górze, ale doszliśmy do wniosku, że taras nam w zupełności wystarczy. Będzie na tyle duży, że będziemy mogli posiedzieć sobie na dworze, zrobić grilla, a zimą jak nie będzie chciało mi się łazić po dworze to wystawię tylko suszarkę z praniem na taras i z głowy :D
Ważny był dla nas pokój do pracy, który będzie również pełnił funkcję pokoju gościnnego. Jurek część swojej pracy wykonuje przed komputerem, ponadto moje studia jeszcze trochę potrwają, a uczenie się w chaosie mam już przetrenowane i wiem, że nie jest to rozwiązanie dla mnie :) - gabinet więc był dla nas rzeczą niezbędną.
PODDASZE
Na górze będą: dwa pokoje dla dzieci, nasza sypialnia, łazienka i dwie garderoby (jedna duża, druga mała - tylko dla mnie i Męża:)).
Jak już wspomniałam, zależało mi na osobnych pokojach dla Maluchów. Sama przez całe życie mieszkałam w pokoju z siostrą, i choć wspominam to najlepiej :D i uwielbiam wszystkie te wspomnienia i wspólne akcje, to zawsze marzyłam o własnym miejscu. Szczególnie mocno odczułam to w klasie maturalnej, kiedy dużo się uczyłam, a siostra obok oglądała ulubione seriale :)
Bardzo chciałam też by była garderoba - dość już mam upychania latem kurtek zimowych po kątach szafy czy kartonach... W prezencie dostaliśmy też drugą garderobę, tylko dla nas. Wizja sypialni bez szaf jest super!
No i łazienka. Choć jej kosztem powstała garderoba, nie żałuję tej decyzji. Nie wiem, szczerze mówiąc, co byśmy w takiej wielgachnej łazience robili :D Pożegnałam się więc z "pokojem kąpielowym" na rzecz dodatkowego miejsca na moje miliard ubrań. Mąż zadowolony ;)
Nasz projekt został skończony w tym tygodniu (powstał w dwa miesiące! :)) i teraz już tylko ostatnie papiery i będziemy mogli składać zawiadomienie o budowie! :)
Jest jeszcze wiele rzeczy, które chciałabym zachwalać w temacie projektu, ale chyba poczekam aż domek stanie i będę mogła to sama sprawdzić, a następnie zrecenzować :D


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz